20 września 2018 r. wyjechaliśmy na wyprawę w Tatry, jeden z najpiękniejszych regionów Polski. O świcie, kiedy rozpoczynaliśmy wędrówkę jedną z najbardziej malowniczych polodowcowych dolin – Doliną Roztoki, przywitały nas one letnią pogodą, żywicznym powietrzem, szumem wodospadów oraz potoków.

Niezatarte wrażenie wywarły dwa potężne wodospady: Wodogrzmoty Mickiewicza oraz najpotężniejsza kaskada Tatr, „Wielka Siklawa,” która o sto może kroków od nas przewalała się, grzmiała i rosiła nas swoimi mgłami. Lecąca woda, połamana, pokłębiona, wrząca zdawała się być tylko pianą i brylantami. Później w Dolinie Pięciu Stawów przed schroniskiem PTTK, regenerując nadwątlone siły z dala od zgiełku cywilizacji, marzyliśmy, by ta piękna chwila trwała zawsze, ale trzeba było podjąć dalszą wędrówkę. Ze Świstówki otwierał się widok na Dolinę Pięciu Stawów i wznoszące się nad nią szczyty Tatr Wysokich. Malowniczą panoramę, blask słońca i radość z powodu zdobycia szczytu uwieczniliśmy na bajecznych zdjęciach. Bez przygód, po ośmiu godzinach wędrówki wśród bujnych kosodrzewin, ciemnych smreków i limb oraz kolorowych już brzóz i jarzębin dotarliśmy nad Morskie Oko. Widok największego i najpiękniejszego jeziora tatrzańskiego o przejrzystej wodzie, otoczonego majestatycznymi szczytami rozpływającymi się we mgle, utrwaliliśmy w pamięci oraz na zdjęciach. Rozpierały nas duma i satysfakcja – tego dnia pokonaliśmy ponad 20 km i wspięliśmy się ponad kilometr w górę. Nazajutrz rozpoczęliśmy zwiedzanie Zakopanego od wizyty w Galerii Sztuki XX wieku w willi „Oksza” zaprojektowanej przez Stanisława Witkiewicza, twórcę stylu zakopiańskiego w architekturze. Prawdziwymi perełkami na wystawie okazały się demoniczne portrety autorstwa Witkacego. Z kolei w Galerii Władysława Hasiora widzieliśmy sławne sztandary, kompozycje przestrzenne, rzeźby, tworzone z różnych zwyczajnych materiałów, często rupieci, którym artysta nadał nowe znaczenia. Opatrzone symbolicznymi tytułami, skłaniały do refleksji nad światem i sztuką. Nie zapomnieliśmy o odwiedzeniu najstarszego drewnianego kościółka na ul. Kościeliskiej i Cmentarza na Pęksowym Brzysku, na którym pochowano wielu zasłużonych dla Tatr, Podhala i Polski. Na koniec zwiedziliśmy urokliwe muzeum w willi „Atma”, w którym zgromadzono pamiątki po Karolu Szymanowskim, drugim po Chopinie polskim kompozytorze. Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażeń i mamy przed oczami widoki zapierające dech w piersiach. Kto raz zobaczy Tatry, ten zawsze będzie tam wracał.